Nie lubię jesieni. Wróć, nie lubię takiej jesieni jak mamy teraz - szarą, burą i zimną. I o ile teraz w listopadzie nie ma co się dziwić, że mamy taką pogodę, to tej złote jesieni też nie było jakoś specjalnie widać... Brakuje mi słońca...
W sumie u mnie ni ciekawego się nie dzieje. W pracy jak w pracy - ogólnie dobrze, choć coraz częściej zdarza się dziwna atmosfera... Poza tym miałyśmy dostać podwyżki - ogromny szał, bo jakieś 30 zł i nadal ani widu ani słychu o tym... Jakaś kpina, bo dość że marne grosze podnoszą to jeszcze zwlekają z tym jak nie wiem co...
Byłam u narzeczonego samochodem, bo chciał wymienić mi olej i coś tam jeszcze posprawdzać. Dobrze, że On myśli o takich rzeczach, bo ja to się w ogóle nie znam na tych sprawach. Gdy przyjechałam do niego, to czekała mnie niemiła niespodzianka (chociaż przypuszczałam, że może tak się zdarzyć), a mianowicie nie mogłam się w ogóle dobić do niego do mieszkania, bo był po nocy. Tak więc spędziłam 3 godziny w samochodzie czytając książkę. A w sumie 2, bo jedną skończyłam i zaczęłam drugą. A narzeczonego jak już się obudził i do mnie zadzwonił wkręciłam, że wróciłam się do domu ;p I pewnie gdybym miała kieski dzień i humor to bym właśnie tak zrobiła... W ramach rekompensaty zażyczyła sobie jakiś prezent. Prawdopodobnie dostanę zestaw nowych wycieraczek do samochodu ;p Może być, grunt że mi się to przyda :D
Za tydzień w weekend razem z narzeczonym zostaniemy rodzicami chrzestnymi. Ten chrzest jest robiony trochę na wariata i w ten oto sposób mam tydzień czasu na załatwienie zaświadczenia, że mogę być chrzestną. Brat narzeczonego wspominał też coś o kursie - ja w sumie pierwsze o tym słyszę. Kuzynka mi mówiła, że ona nie miała żadnego kursu. No chyba że to wymóg tamtej parafii... Jeżeli tak, to ja z pewnością nie będę w stanie odbyć tego kursu, no bo niby jak??? O ile do tej pory miałam sporo wolnego, to teraz mój grafik w racy jest dość napięty. Nie wiem, zobaczy... No i jeszcze muszę kupić jakiś prezent, a pomysłów brak.
nie znoszę jesieni, oj nie znoszę. Czekam na prawdziwą zimę :) Wtedy czuję się lepiej ;)
OdpowiedzUsuńJa nie lubię takiej jesieni - szarej i burej...
UsuńDobrze że miałaś książkę to przynajmniej czas oczekiwania szybciej Ci minął:) A tam wycieraczki hihi nich jupi ci coś lepszego:) Nienawidzę jesieni obu szybko do wiosny
OdpowiedzUsuńNo bez książki byłoby ciężko.
UsuńMają być takie lepsze wycieraczki - zobaczymy ;p
ja też nie przepadam za jesienią ;/ no chyba że jak jest kolorowo, ciepło słonecznie
OdpowiedzUsuńCzyli nie tak jak jest teraz :/
UsuńO kurcze 3 godzinki w samochodzie, nie dało się go dobudzić? ;p
OdpowiedzUsuńNo nie dało.
UsuńOj ja też nie przepadam za jesienią. Tym bardziej tą szaroburą, ale o dziwo w tym roku nie przeszkadza mi ona az tak bardzo.
OdpowiedzUsuńNo to zazdroszczę tego.
Usuńtak to bywa z podwyżkami.. ;/
OdpowiedzUsuńCiężko te marne grosze nazwać podwyżką,..
UsuńHah, prezent zawsze dobry, nawet jeśli to wycieraczki ;) Powiem Ci, że masz anielską cierpliwość, ja to pewnie bym wróciła do domu :D Choć zawsze to miałam chwilę, żeby poczytać książki ;)
OdpowiedzUsuńPrzydadzą się, bo moje obecne już skrzypią ;p
UsuńZapewne gdybym mieszkała bliżej też bym się wróciła do domu, ale jechać znowu ponad 100 km... Wolałam poczekać.
A ja w tym roku naprawdę polubiłam jesień.
OdpowiedzUsuńZawsze kojarzy mi się tak emocjonalnie, nostalgicznie...
Słońca jednak też mi brakuje...
Pozdrawiam :)
Ostatnie dni były słoneczne, to jakoś lepiej się na serduchu robiło:)
UsuńNiestety ta pogoda miło nie nastraja :/ ALe zrobić .
OdpowiedzUsuńTo Twój narzeczony ma tak mocny sen. Niech Ci klucze dorobi :)
Gratuluję zostania chrzestnymi.
Trzeba czekać na lepszą pogodę...
UsuńChyba rzeczywiście musi mi dorobić ;p
Ja tam czekam na wiosnę :p. Mogłabym jak niedźwiedź zimę przespać . Zima jest fajna tylko w górach na nartach itp. Albo jak jest się dzieckiem sanki . Koniecznie niech dorobi. Skoro tak śpi :p Może w końcu dadzą obiecana podwyżkę :)
UsuńPodwyżka jest, całe 55 zł brutto - normalnie szał ciał...
UsuńJa bym nie wysiedziała tyle w samochodzie :) ty to musisz go kochać! :)
OdpowiedzUsuńCo do prezentu, to ja swojemu chrześniakowi dawałam taki album gdzie zapisywało się jego wszystkie osiągnięcia i kasę, bo uznałam, że rodzice najlepiej nimi zadysponują :)
No kocham, kocham, inaczej bym go zamordowała za coś takiego ;p
UsuńNiestety ja rodzicom dziecka bym nie ufała pod względem kasy. Wolę coś kupić.
Ja nie robiłam żadnego kursu przed zostaniem chrzestną, a swojej chrześnicy kupiłam złoty łańcuszek z Marią Boską. I do tego dokupiłam dodatkowy wisiorek w kształcie koniczynki, więc jak mała będzie miała ochotę to będzie mogła zamienić sobie. W sklepie proponowali mi jakieś złote łyżeczki czy widelce, już nie pamiętam, bo podobno dzieciom się daje, ale pierwsze słyszałam, więc odpuściłam takie coś :D
OdpowiedzUsuńDobry pomysł z tym łańcuszkiem :)
UsuńDlatego kupiłam! ;) to rzecz, która na pewno się w przyszłości przyda.
Usuń:)
UsuńTo ja tak kiedyś mojego chłopaka urządziłam jak Twój narzeczony Ciebie :D Byliśmy na imprezie i on chciał wrócić do domu a ja nie, wiec umówiliśmy się, że on wróci wcześniej, a ja później wrócę z jego bratem. Jak wróciliśmy z jego bratem do domu okazało się, że mojego Ciacha nigdzie nie ma. Po pół godzinie szukania i moim przerażeniu, okazało się, że spał w samochodzie, bo nie miał kluczy do domu :D
OdpowiedzUsuńHaha;p No to można powiedzieć, że sam się załatwił, bo mógł pomyśleć o kluczach ;p No ale cóż, czasami takie przygody się zdarzają.
UsuńTo prawda, w sumie gdybyśmy wtedy wrócili razem to jeszcze bym musiała z nim w tym aucie czekać na jego brata :D
UsuńMo widzisz ;p
UsuńPogoda trochę dobija, ale staram się żyć zbliżającymi świętami i jest trochę lepiej ;D
OdpowiedzUsuńTeż słyszałam o tym kursie, ale realnie nie miałam styczności z takim przypadkiem ;D
Mnie te święta wcale nie cieszą...
UsuńU mnie w parafii czegoś takiego nie ma. I z pewnością nie będę miała kiedy go tam zrobić.
Zastanawiasz się nad prezentem. No przecież odpowiedź jest oczywista. Można rodzicom podarować milke orzechową :P
OdpowiedzUsuńAle to ma być prezent dla dziecka, a nie rodziców ;p
UsuńJak dorośnie to zje :D
UsuńObawiam się, że czekolada tyle nie wytrzyma ;p
UsuńJa bardzo lubię jesień, ale tej jesieni mam sporo sprawa na głowie :(
OdpowiedzUsuńTy to zawsze masz sporo spraw na głowie. Kiedy Ty odpoczywasz?
UsuńListopad to taka już trochę zima dla mnie ;p
OdpowiedzUsuńJa bym chyba zabiła gdybym miała tyle czekać ;p dobrze że miałaś coś do czytania :D
Kurs do chrztu? pierwsze słyszę ;p
Zima bez zimy ;p
UsuńNo sama miałam taką ochotę, no ale kto by mnie wtedy kochał? ;p
No właśnie ja też.
Hahah faktycznie jak kocha to nie ma co zabijać :P
UsuńMiło mi, że uśmiechnęłaś sie po przeczytaniu tych cytatów :) fajnie, że akurat udało mi się takie wybrać przy których da się uśmiechać ;)
Właśnie ;p
UsuńTeż pierwszy raz słyszę o kursie do chrztu :O
OdpowiedzUsuńNo to nie jestem sama.
UsuńTo prawda, szara i ponura jesien jakoś bardziej działa dołująco.
OdpowiedzUsuńO wow 3 godziny to cierpliwa jesteś, ja w sumie nie wiem co w takiej sytuacji bym zrobiła, dobrze, że miałaś książki to czas szybciej zleciał ;)
Jakby bez tego życie samo nie dołowało...
UsuńNo nie miałam w sumie wyjścia. Nie po to jechałam ponad 2 godziny, żeby się zaraz wracać;p
Ładnego psiku zrobił Ci narzeczony ;) Ta jesień zdecydowanie rozczarowuje, ale staram się nie psuć sobie nią humoru.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że więcej takich psikusów nie będzie ;p
UsuńFajnie,że zostaniecie rodzicami chrzestnymi :)
OdpowiedzUsuń:)
UsuńJa mam dwóch niesfornych chrześniaków, czasem doprowadzają mnie do obłedu ale Kocham ich .A co do jesieni... ech.... niech już minie.
OdpowiedzUsuń:)
UsuńOj, święta kobieta z Ciebie :) Nie wiem czy miałabym cierpliwość czekać 3 godziny w samochodzie :)
OdpowiedzUsuńZawsze Mu to powtarzam ;p
UsuńNo nie miałam w sumie innego wyjścia.
ech ja chcę wiosnę nie lubię jesieni i zimy:(
OdpowiedzUsuńDo wiosny jeszcze daleko.
UsuńWow, ale masz cierpliwość :p Ja bym wróciła do domu a później dorobiłabym klucze na wszelki wypadek :p
OdpowiedzUsuńNo cóż, pewnie gdybym mieszkała bliżej to bym się wróciła, ale tak to nie było sensu ponownie jechać ponad 2 godziny do domu.
Usuń3 godz w samochodze ... no nie wiem czy dalabym rade czekac
OdpowiedzUsuńWitam imieniczko, skąd twe imie :D?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ! liczę na posta nowego, jołek !
Ah jeszcze jedno, desing cudny !
OdpowiedzUsuń